wtorek, 10 lipca 2012

"I wciąż ją kocham" - Nicholas Sparks







"I wciąż ją kocham" - Nicholas Sparks


Dzieciństwo Johna Tyree nie należało do łatwych. Gdy okazało się, że świat nie stanie przed nim otworem, zaś szanse na uzyskanie wyższego wykształcenia są właściwie żadne, swoją przyszłość zobaczył w szeregach armii Stanów Zjednoczonych. Już jako żołnierz, będąc na przepustce, spotyka przypadkiem piękną Savannah Lee Curtis, dziewczynę swoich marzeń, która studiując i pracując dla Habitat for Humanity, wraz z grupą studentów, w ramach akcji dobroczynnej, buduje domy dla ubogich... Miłość, która łączy tych dwoje rozkwita nawet na przekór okolicznościom. Dziewczyna obiecuje czekać na ukochanego, póki nie minie okres jego służby. Wydarzenia z jedenastego września, które wstrząsnęły światem, wstrząsną również ich życiem. John musi wybrać między uczuciem do dziewczyny i wiernością ojczyźnie. Pewnego dnia otrzymuje pożegnalny list od Savannach, w którym dziewczyna informuje go, że zakochała się w kimś innym. Gdy John wraca do domu, okazuje się, że miłość zmusi go do podjęcia najtrudniejszej decyzji w życiu.
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/48266/i-wciaz-ja-kocham


 Pamiętam jak kiedyś, jeszcze przed wejściem do kin „Pamiętnika” zaczytywałam się w książkach Nicholasa Sparksa. Ale z każdą kolejną dochodziłam do wniosku, że są one wszystkie do siebie bardzo podobne. Odłożyłam je na kilka lat aż do teraz, gdy pożyczyłam od siostry „I wciąż ją kocham”.

Jest to historia John’a Tyree’a, młodego mężczyzny, który nie wiedząc co ma począć ze swoim życiem zaciąga się do wojska. Kiedy przyjeżdża na urlop do swojej rodzinnej miejscowości poznaje Savannah, dziewczynę, która z przyjaciółmi przyjechała pomóc w budowie domów dla biednych rodzin. Młodzi zakochują się w sobie od pierwszej chwili a gdy nadchodzi koniec urlopu John’a i jego powrót do jednostki, przyrzekają sobie wieczną miłość. Często do siebie piszą, dzwonią, John składa podanie o przeniesienie go do jednostki w Stanach a po powrocie planuje założyć z Savannah rodzinę. Niestety wszystko się zmienia po zamachach z 11 września. John zostaje wysłany do Iraku i przedłuża swój pobyt w wojsku o kolejne kilka lat. Pewnego dnia dostaje od Savannah list w którym dziewczyna informuje go, że zakochała się w kimś innym.

Tyle się naczytałam opinii , że historia opisana w książce jest taka romantyczna, piękna, wzruszająca a ja czytając ją doszłam do wniosku, że z wiekiem chyba tracę poczucie romantyzmu. Gdyż dla mnie była to kolejna seryjna książka Sparksa a zamiast romantycznych uniesień przeważały raczej żenujące momenty.

Ot, zwykła historia nieszczęśliwej miłości jakich powstały już setki.  Tylko zamiast np. w czasach II Wojny Światowej umieszczona została w czasie zamachów z 11 września.

Dialogi i opisy w książce są straszne. Rozmowy Johana i Savannah, zwłaszcza na początku wyglądają bardziej jak przesłuchania niż jak rozmowy dwójki zafascynowanych sobą ludzi. Fragmentów typu: „…słuchałem, jak opisuje sypiący śnieg. Jednocześnie uświadomiłem sobie, że za moim oknem również pada śnieg, dzięki czemu choć przez chwilę poczułem się, jakbyśmy byli razem” [1]w najmniejszym stopniu nie uważam za romantyczne a śmieszne.  A opisy:  „…pocałunek, który potem nastąpił był niczym własne magiczne królestwo, miał własny szczególny język oraz geografię, fantastyczne mity i cuda od wieków”[2] podpadają mi pod grafomanię.

Pomijając już to, że nie bardzo chce mi się wierzyć w to, że para po dwóch dniach znajomości wyznaje sobie miłość do grobowej deski. No ale może ja się nie znam.

Ale najgorsza w książce była postać Savannah. Już dawno żadna bohaterka książki tak mnie nie irytowała.  Och, jaka ona była dobra i miła i grzeczna. Nie pije, nie kłamie, nie przeklina. Widzi tylko dobro w ludziach i chce każdemu pomagać. A jednocześnie była wredna, samolubna,  za wszelką cenę chciała postawić na swoim, nigdy niczemu nie była winna a Johna wykorzystywała jak chciała. Postaci Johna też do końca nie ogarniałam a zwłaszcza tego jak się dał omotać Savannah ale i tak był odrobinę mniej denerwujący niż ona.

Jedyną rzeczą, która podobała mi się w książce to relacje Johna z ojcem. Zwłaszcza później, gdy John zrozumiał w jaki sposób odbudować z nim więź, gdy się nim opiekował i uświadamiał sobie że naprawdę go kocha.

Tłumaczenie tytułu koszmarne. Naprawdę nie można było zostawić „Drogi Johnie”? No ale film został przemianowany na „I wciąż ją kocham” więc książka też musiała być wydana pod takim tytułem.

Książkę czyta się szybko i dobrze ale jest zwykłym czytadłem, takim na dwa, które się przeczyta i za jakiś czas zapomni. Dla nastolatek najprawdopodobniej jest szczytem romantyzmu ale ja z tego etapu już dawno wyrosłam.



[1] Sparks Nicholas „I wciąż ją kocham” str. 194
[2] Sparks Nicholas „I wciąż ją kocham” str. 201

4 komentarze:

  1. Sparks robi furorę - również w blogsferze - a mnie ani do autora, ani do obyczajówek w ogóle nie ciągnie. Tak swoją drogą byłam przekonana, że facet naprawdę pisze jakoś wybitnie ciekawie, ma świetny warsztat i to tylko moja niechęć do "pięknych historii o taaakiej pięknej miłości", a sądząc po Twojej recce pisze bardzo przeciętnie :/ Więc skąd ten szał, nie mam pojęcia.
    No nic, lektura nie dla mnie, nawet gdybym się przemogła, prawdopodobnie doszłabym do podobnych wniosków - zwykłe czytadło i tyle w temacie.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak wspomniałam na początku, gdy zaczęłam zapoznawać się z jego książkami naprawdę mi się podobały (ale to był z 8 lat temu. Człowiek był młody i głupi ;) ) ale im więcej się ich czyta tym bardziej widzi się że tak naprtawdę tam zmieniają się tylko imiona bohaterów i miejsca. A akcja w ksiązkach jest taka sama. Zakochanie się od pierwszego wejrzenia i na całe życie ,potem oczywiście masa przeszkód i obowiązkowo jakaś choroba a najlepiej choroba zakończona śmiercią. Wtedy jest idealnie!
      Wydaje mi się, że lepsze od jego książek są filmy kręcone na ich podstawie bo zarówno "Pamiętnik" jak i "Szkołę uczuć" wprost uwielbiam i oglądałam je niezliczoną ilość razy. Ale od książek coraz bardziej mnie odrzuca. Dobrze że "I wciąż ją kocham" pożyczyłam a nie kupiłam. Mam pożyczoną jeszcze "Na zarkęcie" ale chyba musi minąć z jakiś czas zanim się za nią zabiorę bo dwie ksiązki Sparksa jedna po drugiej to zdecydowanie za dużo :)

      Usuń
  2. O Sparksie czytałam już wszędzie. Książki, filmy na podstawie jego książek. Jednak jakoś nie mogę się do niego przekonać i zmusić się by coś przeczytać. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się że Sparks jest dobry dla nastolatek. Osobom troszkę starszym może wydawać się kiczowaty i banalny.

      Usuń